Polacy w Turcyi, cz. 1

W tygodniku literacko-społeczno-politycznym „Głos”z roku 1885  M.K. Borkowski opisał swoją podróż do Konstantynopola w 1885 roku. Odwiedził on również polską kolonię zwaną Adampolem. Opisał historię Adampola, ówczesne życie Adampolan oraz polityczne przepychanki.

Odjeżdżając z Adampola tak oto pisał: „[…] Żegnałem Stambuł i Adampol, pozostawiając tam sporo przyjaciół, opuszczałem tych zacnych ludzi z pewnym żalem. Kiedy okręt nasz opuścił już Carogród i przejeżdżał około Bejkosu, z wytężonym wzrokiem patrzałem w stronę Adampola, nie zwracając uwagi na krzyk i bieganie majtków i pasażerów, na wahadłowy ruch okrętu i na szum wody, na błękit nieba, na otoczenie, na piękne krajobrazy; długo nie mogłem oderwać oczu od strony tej… […]”

Zapraszam do przeniesienia się w XIX wiek i przeżycia tej podróży.

„GŁOS” Warszawa, d. 13 (25) Grudnia 1886 r. Tygodniku literacko-społeczno-polityczny. „Polacy w Turcyi. Adampol.” Szczegóły zebrał i do druku podał M. K. Borkowski.

(zachowano pisownię oryginalną z tego okresu)

W dziennikach naszych lub zagranicznych pojawia się nieraz wzmianka o kolonii polskiej w Azyi Mniejszej, lecz zwykle niedokładna *).

Wiosną r. b. ukazała się wiadomość o niej w Petersburskiem czasopiśmie „Swiet”, powtórzona przez inne pisma, że koloniści polscy w Azyi, zaniechawszy dawniejszej rewolucyjnej działalności i polityki, garną się obecnie do Rosyi.

„Obczyzna”, powiada „Swiet”, zmusiła ich do spoglądania innemi oczami na sprawę słowiańską.” Nie wiem na czem „Swiet” twierdzenie swoje opiera, tembardziej, iż „koloniści” nie zajmują się zupełnie roztrząsaniem zagadnień politycznych, ale w pocie czoła zdobywają chleb powszedni. Sądzę, że losy rodaków naszych, rzuconych na bezludne obszary Azyi Mniejszej, mogą obchodzić nasze społeczeństwo i dla tego podaję zebrane na miejscu wiadomości o tej osadzie rolniczej.

Podczas pobytu mojego w Konstantynopolu w 1885 r. postanowiłem zwiedzić koloniję polską Adampol albo „Czyflik polski”**), jak ją pospolicie nazywają.

Upały w Konstantynopolu w Lipcu dochodziły do 45—50°R. i pobyt w mieście stawał się nieznośnym; do tego milijony owadów i różnego rodzaju robactwa, od których nie są wolne najlepiej zbudowane domy, nie pozwalały po męczących upałach dziennych wypocząć w nocy.

Czułem potrzebę wiejskiego powietrza i szukałem tylko sposobności, aby wyjechać do Adampola. Sposobność ta wkrótce nadarzyła mi się. Zabrałem znajomość z mieszkańcem Adampola Wincentym R., który udzielił mi bliższych informacyj o tej kolonii i zaprosił w gościnę do siebie.

Od rodaków w Konstantynopolu nie mogłem zaczerpnąć dokładnych wiadomości o Czyfliku polskim. Jedni chwalili, inni zaś ganili Czyflikanów, przedstawiając ich jako opojów i awanturników; jednakże, jak później przekonałem się, nie znali ich dobrze. Już z tak różnorodnych zdań mogłem wywnioskować, iż ścisłych węzłów pomiędzy polakami w Konstantynopolu i Adampolem nie ma. Dawniej stosunki pomiędzy nimi były stałe i ściślejsze, lecz w ostatnich czasach osłabły.

W nadziei, iż mój opis może posłużyć niejednemu z naszych turystów, jako wskazówka przy zwiedzaniu Adampola, podaję szczegółowy opis tej kolonii i podróży do niej odbytej. Polacy wiele wogóle podróżują po Włoszech, Tyrolu, Francyi i t. d., a Paryż, Nicea, Mentona, Interlaken, Montreux, Meran i t. p, są stale przez rodaków—turystów zamieszkałe dla dobrego tonu i mody. Wielu z nich z wielką korzyścią mogłoby zwiedzić Adampol, tembardziej iż klimat tam zdrowy, widoki piękno.

Do Adampola wyjeżdża się z Carogrodu parowcem do Stacyi Bejkos (Beicos), która leży na brzegu azyjatyckim. Jazda statkiem trwa około dwóch godzin i odbywamy ją wśród pięknych brzegów Bosforu. Parowce tureckie odchodzą z nowego mostu Kara-Kioj.

Za mostem, ciągnie się długa zatoka Złoty Róg i dochodzi do Żywych-Wód. Przed nami widać Marmorę, okalającą cypel Sciaju, na którym rozpostarł się starożytny Stambuł, turecka dzielnica miasta. Szczególnie południowo-wschodnia część Stambułu Kara-Burnum przedstawia się pięknie. Widać tam starożytne gmachy i liczne meczety, Seraskirjat, piękny i nowy dom Regie i t. d.

Lecz pośród tych gmachów dominuje starożytny Meczet Zofija (Aia-Sofja). Wspaniały, ogromny, piękny a ciężki gmach ten, dźwigający na sobie ciężar lat i wspomnień, strzela do góry wieloma minaretami o licznych u góry krużgankach, z których muezzinowie trzy razy na dzień wzywają prawowiernych na modlitwę. 1)

Po lewej stronie widać dolną część Konstantynopola—Galatę ze wspaniałą wieżą Galacką, zbudowaną przez genueńczyków. Ta część miasta—handlowa i europejska łączy się mostem ze Stambułem.

Nad Galatą na górze piętrzy się Pera ze wspaniałymi gmachami, pałacami—obok lichych domków. Pera, wyłącznie zamieszkałą jest przez ambasady zagraniczne i arystokracyją europejską.

Na drugiej stronie Bosforu, naprzeciw mostu Kara-Kioj, na pagórku rozrzucone Skutari z pięknym i wielkim szpitalem wojskowym, a obok Haider-Paszy leży cyprysowy las, gdzie znajduje się cmentarz turecki.

Skutari

Na statku, którym odjeżdżamy, ludno i gwarno; słychać tu wrzask handlarzy, głosy liamałów 2) i krzyki służby okrętowej. W przedziale haremowym 3) widać piękno osłonięte twarzyczki o czarujących wschodnich oczach. Zasłony ich tak są przezroczyste, iż widać dokładnie rysy; tajemniczość ta potęguje wrażenie.

Parowiec po długich wahaniach i wyczekiwaniu odjeżdża nareszcie, wymijając zręcznie liczne okręty zagraniczne, z których powiewają różnobarwne flagi: angielskie, francuzkie, rosyjskie, greckie i t. d. W różnych kierunkach snują się tu kaiki4) tureckie, prując lekko powierzchnię wody. Tu i ówdzie podskakują delliny morskie, aby ujrzeć świat, i natychmiast znikają w głębokościach morskich.

Konstantynopol widać w całej okazałości.

Nad samym Bosforem wznosi się piękny pałac sułtański Dołma-Bakcza z białego marmuru, zbudowany w stylu wschodnim z łaźnią i z haremowym oddziałem, a w dali widać rozrzucone po obu stronach Bosforu piękne wille, pałace i domy.

Na przeciwległym brzegu widnieje Bejlerbej —kiosk sułtański. Jedziemy środkiem Bosforu, lubując się wciąż pięknemi widokami wschodu. Po jednej stronie cieśniny rozciąga się młoda, strojna, zalotna i lubieżna Europa, po drugiej, zazdrośna, zgrzybiała Azyja.

Ironicznie i niedowierzająco spogląda ona na młodą i butną zalotnicę, rzucając jej przekleństwa, a wierny Turcyi Bosfor, zawsze w błękitne szaty odziany, unosi te ich nieporozumienia i rzuca je na spienione i ciemne fale Czarnego morza.

Bosfor znowu się miota i znowu nachodzi i tak walka pomiędzy tymi potęgami trwa do nieskończoności…

Na bruku neutralnym, w Stambule styka się cywilizacyja z barbarzyństwem, postęp z obskurantyzmem, oświata z ciemnotą, wyrozumiałość i tolerancyja z fanatyzmem i zajadłością. Te dwa światy nie rozumieją siebie wzajemnie, nienawidzą się i każdy z nich żyje samopas, ocierają się o siebie, lecz nie oddziaływają wzajemnie.

Dojeżdżamy do pięknych brzegów Arnautki, Bebecu i t. p. Widoki wspaniałe, coraz to nowe i tak różnorodne, że jak w kolejdoskopie gubimy się w tym chaosie, a tuż przed nami po prawej stronie Bosforu stacyja Bejkos.

Jest to mała mieścina turecka; w zatoce jej poławia się osobliwy gatunek ryb, które łowią rybacy z okrętu. Bejkos znanym jest również ze sztuki kulinarnej; greccy bakały 5) sporządzają tu znakomite flaki. W Bejkosie zastałem już czekającego na mnie człowieka z koniem. Koloniści polscy zatrzymują się zwykle w Bejkosie w gospodzie Michaleni, gdzie jest fabryka mastyki 6).

Człowiek, który na mnie czekał, był kroatem. Pokrzepiwszy się winem czerwonem (szarap negro), powszechnie używaną baraniną (kozuti) i chlebem (ekmek), a umocowawszy pakunki do siodła, wyruszyliśmy w drogę. Z Bejkosu jazda trwa do Adampola konno od 3—4 godzin (odległość 25—30 kilometrów).

Cicerone mój nie miał konia dla siebie. Kilka razy proponowałem mu iż dla odmiany ja pójdę piechotą alekroat za nic nie chciał zgodzić się na to. Na wschodzie upowszechnionym jest zwyczaj, iż ci, którzy wynajmują podróżnemu konia, sami go popędzają.

(c.d.n.)

*) Kiedy niniejszy artykuł już był gotów, odczytałem opis Adampola w korespondoncyi z Carogrodu z d. 10 Sierpnia r. b. w ,,Kraju” Nr. 33. przez p. Fr. K. Cała treść tej korespondencyi nieprawdziwa, jak to poniżej zobaczymy i widać, iż pisał ją przelotny turysta. Korespondoncyję tę przedrukował w całości „Kuryjer Lwowski” i inne pisma galicyjskie. Postaram się w niektórych miejscach wykazać jej rażąco błędy. Aby przedstawić czytelnikowi, o ile panu Fr. K. obco są stosunki w Turcyi, pozwolę sobie przytoczyć tu jeden ustęp z jego korospondencyi. Krytykując niezaradność adampolskich rolników i wykazując konieczność „kiorownictwa” i ,,meconasowstwa”, na zakończenie swego artykułu p. Fr. K. powiada: ,,A nie brak wcale w Carogrodzie materyjału na mecenasowstwo. Pozwolimy sobie więc na zakończenie listu wymienić kilka z głośniejszych nazwisk: 1) Stanisław Drozdowski (ur. 1811 r.), doktór medycyny, rodem z Wilna, blizki niegdyś znajomy Mickiewicza; 

2) Langiewicz, naczelnik arsenału w Stambule, mający swą rezydencyję w Skutari; 3) Jordan, pułkownik artyleryi w Stambule; 4) Bąkowski-bey, aptekarz nadworny Sultana; 5) Profesor chemii i fizyki synów Padyszacha, Czajkowski (Mustafa-pasza), syn Michała, adjutant Sułtana, członek ministeryjum wojny; 6) Negro, inżynier, naczolnik wydziału dróg komunikacyi i wielu innych Fr. K” („Kraj” Nr. 33).

Otóż ani jedna wiadomość nie jest prawdziwą; i tak: 1) S. Drozdowski umarł na wiosnę 1885 r.; czytelnik poniżej znajdzie o nim wiadomość;

2) Langiewicz nie jest naczelnikiem arsenału w Stambule i nim nie był, ma tylko agenturę Kruppa na Galacie; przez niego arsenał zakupuje armaty. Langiewicz Maryjan mieszka nie w Skutari, lecz w Kadi-Kijoj. Były jenerał i ,,dyktator” nie poczuwa się obecnie do polskości, a tembardziej do mecenasowstwa. 3) Jordan — od kilkunastu lat mieszka w Galicyi. (Zygmunt Jordan umarł w Paryżu 15 Czerwca 1865 r.);

4) Bąkowski — obecnie jest profesorem chemii w szkołe medycznej w Stambule. 5) Mustafa-pasza (Czajkowski) bez względu na postępowanie jego ojca poważany jest przez rząd turecki. Obecnie niema go w Stambule. 6) Negro nigdy naczelnikiem wydziału dróg komunikacyi nie był i nie jest nawet inżynierem. W 1882 r. bawił w Konstantynopolu bez żadnego zatrudnienia i po długich staraniach otrzymał bardzo podrzędne miejsce przy inżynierze w Vilajecie Salonickim. Każdy urzędnik przy inżenierskich robotach, a nawet taki, co ciągnie łańcuch do pomiarów, nazywa się w Turcyi ,,inżynierem.” Negro nie posiada kwalifikacyj na rzeczywistego inżeniera, nabył zaś praktycznych wiadomości w Rumunii; poczciwiec ten do mecenasowstwa niezdolny.

Widzimy przeto, iż żadna wiadomość nie jest prawawdziwą.  Wszystkie wiadomości przez p. Fr. K. podane, odnoszą się do 1882 r. i powątpiewam czy nawet twórca ich obecnie był w Konstantynopolu i Adampolu, albowiem o wyżej wymienionych osobistościach wszyscy tam wiedzą.  Aby nie być gołosłownym, wymieniam całkowite nazwiska.

**) Czyflik po turecku znaczy osada, wieś, kolonija.

1) Muezzin wyśpiewujo namaz (modlitwę) powtarzając: Allach akbar, il la il Ałłach Mahomed zesul ulloh” (jeden Bóg i Mahomet jego prorok).

2) Hamał-tragarz. Hamały dźwigają ogromne ciężary, o jakich u nas tragarze pojęcia nie mają, nieraz do 15—20 pudów. Mają w Stambule swoje stowarzyszenie.

3) Na każdym statku tureckim jest przedział haremowy dla kobiet.

4) Kaik—wązka i spiczasta łódź turecka.

5) Bakał jest to rodzaj garkuchni, utrzymywanej zwykle przez greków lub ormian.

6) Mastyka—rodzaj wódki powszechnie na wschodzie używanej.